4 wrz 2012

Syn Cienia, Jon Sprunk


Tytuł: Syn Cienia
Autor: Jon Sprunk
Cykl wydawniczy: Trylogia cienia
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 29.06.2012
Ilość stron: 400
Moja ocena: 3/6

W popularnej literaturze fantasy, podobnie jak w każdej komercyjnej dziedzinie, często mamy do czynienia z modami na przeróżne elementy. Jeszcze do niedawna na topie były błyszczące wampiry i ich perypetie z gapowatymi dziewczętami, później nastąpił istny boom powieści łotrzykowskich, a gdzieś w tle chyłkiem przekradał się motyw mordercy, do tej pory traktowany raczej po macoszemu. Płatny zabójca wszak to postać trudna do wiernego opisania: jak bowiem czytelnik ma zapałać sympatią do kogoś, kto zarabia na życie, odbierając je innym? Z tym zadaniem całkiem nieźle poradził sobie Jon Sprunk w Synu Cienia, pierwszym tomie Trylogii Cienia, choć czytelnicy spragnieni krwi i brutalności (tożsamych ponoć z zawodem mordercy) mogą poczuć się nieco zawiedzeni. 


Głównym bohaterem Syna Cienia jest Caim, parający się, jak łatwo się domyślić, profesją zabójcy na zlecenie. Poznajemy go podczas wykonywania zwykłego zadania, które z niewiadomych przyczyn nastręcza Caimowi niespodziewanych trudności. Jedynie dzięki swoim nadzwyczajnym zdolnościom oraz pomocy swej eterycznej towarzyszki Kit, mężczyźnie udaje się wyjść z sytuacji nie tylko z twarzą, ale i z niezszarganą reputacją skutecznego mordercy. Zaistniałe komplikacje sprawiają, że Caim postanawia odpocząć od swej profesji, jednak jego mentor i główny zleceniodawca wymusza na nim ostatnią przysługę, którą to nasz bohater postanawia wykonać zachęcony nie tylko kwestiami finansowymi, ale również przeszłością swej przyszłej ofiary. Należy bowiem wiedzieć, że Caim nie jest zwykłym killerem: jego ofiary to zawsze ludzie, którzy w jego mniemaniu zasłużyli na swój los: byli oprawcy, bezwzględni przywódcy czy też po prostu złoczyńcy, których śmierć jest swoistą przysługą dla społeczeństwa, a sam Caim swój zawód traktuje jako misję przywracania sprawiedliwości w pełnym zepsucia świecie. 


Niestety i to zadanie okazuje się bardziej skomplikowane niż to się na początku wydawało. Caim z oprawcy zamienia się w ofiarę tajemniczego spisku, a na domiar złego pod jego skrzydła trafia Josey: rozkapryszona córka zamordowanego generała, ściśle związana z całą historią, choć jednocześnie całkowicie swej roli nieświadoma. Spiski, morderstwa, ucieczki i pościgi, a także tajemnica pochodzenia zarówno Josey, jak i samego Caima stanowić będą niemal całą fabułę Syna Cienia. Na naszą dwójkę bohaterów czyhać będzie niezliczona ilość pułapek, na ich życie dybać będą niemal wszyscy. Z pewnością podczas lektury pierwszego tomu Trylogii Cienia nie można narzekać na nudę czy dłużące się opisy, jednak takie prowadzenie akcji ma też swoje minusy. Cóż z tego, że każdą stronę pochłaniać będziemy w ekspresowym tempie, skoro w ogólnym rozrachunku pozycja przedstawia jedynie sprawne wykorzystanie kilku schematów. Mamy tutaj osieroconego w dzieciństwie chłopca, nieświadomego wagi swego pochodzenia obdarzonego mrocznymi zdolnościami równie potężnymi, jak przerażającymi. Chłopca, a później mężczyznę, żyjącego jedynie w celu dokonania osobistej wendetty, przy okazji będącego swoistego rodzaju mścicielem, karzącym niegodziwców według własnego systemu moralnego. Z drugiej strony mamy młode dziewczę, nieświadome (również!) tego, kim byli jej rodzice i dopiero w wyniku serii niefortunnych zdarzeń dowiadujące się prawdy o swoim dziedzictwie. Dodajmy do tego spiski o wyraźnym politycznym zabarwieniu, kilka zdrad i pojawiającą się mroczną magię cieni, a otrzymamy klasyczny przykład książki chwytliwej i wciągającej, lecz niestety niekoniecznie pasującej do miana wybitnej. 


Najlepszym kryterium wartościowości dzieła jest czas. Niejednokrotnie pozycja, która podczas lektury zapewnia nam mnogość emocji i nie pozwala na chwilę przerwy, już po tygodniu od zakończenia przygody umyka naszej pamięci. Niestety, Syn Cienia do takich jednorazowych przyjemności się zalicza: ogólny zarys fabuły jeszcze w jakimś stopniu pozostaje w naszej pamięci, za to inne, istotne dla treści szczegóły umykają szybko i dopiero ponowne sięgnięcie po książkę pozwala na wychwycenie kluczowych elementów. Podobnie jest z bohaterami, którzy choć wzbudzali sympatię podczas śledzenia ich perypetii, to byli jedynie sprawnie wykorzystanymi archetypami zbira ze świętą misją czy arystokratki poznającej uroki życia wśród pospólstwa. Wątek nadprzyrodzony, przez większą część książki przewijający się niemal mimochodem, zostaje wyraźniej nakreślony dopiero pod koniec dzieła, skłaniając czytelnika do sięgnięcia po tom drugi. 


I chyba największym mankamentem książki Sprunka jest fakt, że Syn Cienia to jedynie pierwszy tom trylogii. Miło byłoby przeczytać w końcu pozycję fantasy będącą zamkniętą całością. Jakkolwiek zrozumiałym jest, że przy tworzeniu nowych światów prezentacja realiów, w jakich żyją nasi bohaterowie wymaga więcej miejsca niż przy pozycjach niefantastycznych, tak w środowisku fantastów zauważalne staje się pewne zmęczenie kolejnymi pojawiającymi się na rynku seriami. Po raz kolejny autor serwuje nam wartką, acz bardzo ograniczoną w czasie akcję, która tak naprawdę kończy się w momencie, w którym dopiero zaczęła nabierać określonego kształtu. Dlatego też debiutancką powieść Jona Sprunka polecić można jedynie tym, którzy nie boją się oczekiwania na wydanie kolejnych tomów i są przygotowani na powtarzanie pierwszej części przed lekturą kolejnych: w innym wypadku Syn Cienia przemknie niezauważony wśród bardziej skłaniających do refleksji pozycji.


Recenzja napisana dla portalu:



Postscriptum:
Już w ten weekend odbędą się Targi Książki w Katowicach, ktoś się wybiera? Ja pojawię się na pewno w sobotę, jedynie nie wiem, o której godzinie dotrę do Katowic ^^

13 komentarzy:

  1. No może wreszcie się spotkamy, ja też wybieram się w sobotę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i super :) Po dwóch latach znajomości wypadałoby wręcz się spotkać ^^

      Usuń
  2. A szkoda, bo spodziewałam się całkiem zacnej fantastyki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka zła nie jest: zbyt mało wymagająca po prostu ^^

      Usuń
  3. Teraz już nie jestem pewna czy przeczytać tę książkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej spróbować i zobaczyć cóż to za dzieło :)

      Usuń
  4. A się tych łotrzyków namnożyło! Ja mam chwilowo dosyć tych klimatów, więc odpuszczam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, miałam nadzieję, że mordercza specjalizacja tego łotrzyka jakoś bardziej wpłynie na ciekawość książki, ale się niestety nie udało:/

      Usuń
  5. Mimo wszystko zamierzam sama się z nią zapoznać. A nóż widelec, mi akurat się bardziej spodoba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre podejście :)Ja ostatnio coś bardzo wybredna się zrobiłam :PPPP

      Usuń
  6. Ja sobie myślę już od pewnego czasu, żeby zarzucić czytanie takiej "popularnej" (nie wiem, jak to określić, no takiej raczej niezbyt wymagającej) fantastyki i zasiąść nad "poważniejszymi" pozycjami, bardziej z pogranicza literatury pięknej i fantastyki. Powoli mam już dość schematycznej akcji, powtarzalnego się stylu i ciągle takich samych problemów. : P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, masz rację, zaczyna być to czasem nawet trochę męczące...

      Usuń
    2. Ja zazwyczaj robię tak, że czytam na zmianę fantastykę i literaturę piękną - bądź co bądź na tej drugiej się wychowałam i jakoś nie mogłabym z niej zrezygnować, więc mam możliwość odskoczni, ale ostatnio brakowało mi czasu i czytałam głównie rzeczy do recenzji. Po kilku bardzo podobnych (głównie stylem) pozycjach zmęczyłam się niesamowicie i w pierwszej wolnej chwili sięgnęłam po "Pięknych dwudziestoletnich" Hłaski - to było jak, hm.. ciepły, letni deszcz na mojej skórze. ;P Od razu zrobiło się lepiej..

      Usuń

Szanuję krytykę, ale tylko popartą odpowiednimi przykładami. Jeśli chcesz trollować, to licz się z tym, że na tym blogu niekulturalnych zachowań tolerować nie będziemy, a komentarze obraźliwe będą kasowane :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...