17 paź 2017

Bardzo trudne sprawozdanie z lektury, czyli Marcin Przybyłek na tapecie.

No i stało się. Po raz pierwszy od dawna mam spore wątpliwości czy jest sens pisać i publikować tekst o przeczytanej ostatnio książce. Może wydawać się to dość zabawne, bo w sumie, skoro i tak od czerwca nic nie publikowałam, to po jaką cholerę się zmuszać? No właśnie nie bardzo wiem po jaką (bo i tak mi za to nie zapłacą), ale coś mnie gniecie w miejscu, gdzie normalni ludzie mają serce. Nie jestem w stanie zmilczeć tego, jak bardzo zawiodłam się podczas czytania książki, która w domyśle miała być niczym innym jak czystą rozrywką. Krótko mówiąc – czas na sprawozdanie z lektury vol. 9 (chyba), czyli o drugiej odsłonie Orła Białego słów kilka.

10 paź 2017

Pushing Ice, czyli Kamil Muzyka gościnnie w Kronikach Nomady

Achtung! Achtung!

Jakiś czas temu znajoma zmora fandomu (zwana roboczo Kamilem Muzyką) wrzuciła na facebooka dość nietypowe zapytanie. Otóż Kamil poszukiwał miejsca, w którym mógłby publikować swoje teksty. I jak do tej pory broniłam się przed takim pomysłem, tak w przypadku tego... wyjątkowego ;) człowieka postanowiłam udostępnić łamy Kronik Nomady. Oto przed wami pierwszy tekst podesłany mi przez Kamila. Mam nadzieję, że współpraca ta będzie owocna i jednocześnie - zmotywuje mnie do powrotu do pisania. Opinia o Pushing Ice publikowana jest w takiej formie, w jakiej została mi przesłana, tylko w jednym miejscu pozwoliłam sobie na usunięcie drobnego powtórzenia. Kamil, wybacz :)

21 cze 2017

Czyżby w końcu udane współczesne postapo?


Nie przepadam za współczesnym postapo. Jakoś tak się ostatnimi czasy złożyło, że gatunek ten zyskał sporą popularność: postapo ludzie czytają, a co za tym idzie: postapo jest przez ludzi pisane. Oczywiście można by się nad tym tematem pochylić głębiej i zacząć zastanawiać się skąd taka a nie inna moda, ale zdecydowanie nie czas ku temu i miejsce. Poza tym, za takowe analizy lepiej brać się, mając odhaczone wszelkie dawne mody plus świadomość tego, jak współczesna sytuacja geopolityczna wpływa zarówno na autorów, jak i czytelników. Jakiekolwiek by nie były przyczyny mody na postapo, jedno jest pewne: wysyp powieści o świecie po końcu świata niekoniecznie oznaczać musi pojawienie się dobrego postapo. Pokusiłabym się nawet o twierdzenie, że obecnie o znośną jakościowo literaturę postapokaliptyczną jest chyba trudniej niż kiedykolwiek. A gdy jeszcze za temat zabierają się ludzie młodzi… wiecie, jak jest: dobrych debiutów powieściowych jest niewiele, zatem gdy mam do czynienia z lekturą podwójnie obciążoną ryzykiem porażki raczej decyduję się na powrót do klasyków.

8 cze 2017

Prawie sprawozdanie, czyli o "Bestii najgorszej" Michała Cetnarowskiego słów kilka.


Przy okazji opublikowania tekstu o trzecim tomie Głębi mój największy i najwierniejszy fan stwierdził, że pisząc o książkach ciągle narzekam. I to nawet nie tyle narzekam na kiepską literaturę (bo tej od dawna prawie zawsze udaje mi się unikać), co narzekam na całą otoczkę z związaną z pisaniem o fantastyce. Na to, jak czasem ciężko jest przeskoczyć z jednej mentalności w drugą, jak trudno zacząć na nowo widzieć drugie czy trzecie dno. Lub na to, jak nie bawić się w szukanie głębi, a po prostu dobrze się bawić. albo na to, że pisanie o jakiejś książce jest dla mnie wyzwaniem. Z powodów, które są różne w zależności od tego, jakież to dzieło przychodzi mi omawiać.
Początkowo miałam zamiar się oburzyć, bo przecież jakże to?!? Przecież już nawet nie pamiętam, kiedy na łamach Kronik Nomady pojawił się tekst o książce, która by mnie w jakiś szczególny sposób zawiodła. Czyli chwalę, tak? Owszem, zdarza mi się wskazać, co w chwalonej pozycji mi nie zagrało, ale cóż poradzić – już dawno nie trafiłam na dzieło absolutne. Im więcej czytam, tym mniej pozycji zachwyca mnie w sposób totalny.

2 cze 2017

Konwenty, patronat i tymczasowe logo, czyli wpis informacyjny.

Początkowo miał to być tylko status na Facebooku, ale ponieważ troszkę się rozrósł, a i na fb wszystko strasznie szybko znika, wrzucam temat na bloga. Od odrobiny chwalipięctwa jeszcze żadne Kroniki nie umarły, a że chwalę się kwestiami związanymi z fantastyką i moim o fantastyce MaRudzeniu, to tym bardziej chcę się podzielić radością.
Zacznę od tego, że Kroniki Nomady doczekały się tymczasowego logo. Do tej pory nazwie bloga towarzyszyła pewna zaczytana ruda w glanach (ta, którą jeszcze przez jakiś czas widzicie na bannerze). I jak uwielbiam tę grafikę ponad wszystko, tak nadeszła wiekopomna chwila, i okazało się, że bez logo ani rusz. Ponieważ moje zdolności w grafice komputerowej ograniczają się do sprawnego screenowania błędów z konsoli i, ewentualnie, nieudolnemu kadrowaniu zdjęć, o autorskim projekcie mogłam zapomnieć. Z drugiej strony na zlecenie tematu profesjonalnemu grafikowi jeszcze nie mogę sobie pozwolić, zaprzyjaźnionych jakoś nie mam serca o „przysługę” prosić (bo to w sumie takie troszkę bucowate by było, zwłaszcza gdy się wie na czym tak naprawdę polega ta praca) … to i temat tak sobie czekał i czekał, aż słowo stało się ciałem i trzeba było wysłać pewnej drukarni okładkę pewnej książki. I tak powstało takie o coś:

8 maj 2017

Gdzie jednak wyznaczyć granicę pomiędzy informacją martwą a żywą? - Marcin Podlewski, Głębia: Napór.


Przyszło nam żyć w ciekawych czasach: pomimo obecnego w środowisku przekonania, że „rasowa” SF odchodzi do lamusa, wypierana przez fantasy i wszelkiego rodzaju dziwactwa międzygatunkowe, od jakiegoś czasu daje się zaobserwować powrót do łask tego trudnego (podobno) gatunku. Nie powiedziałabym, że taki stan rzeczy mnie smuci. Co więcej: w chwili, gdy #tapaskudnafabrykasłów wydała pierwszy tom Głębi miałam cichą nadzieję na taki właśnie obrót spraw. Na to, że SF wróci pod strzechy i na nowo okaże się czymś, co czyta się z przyjemnością i na co się czeka. Swoista „klasyczność” książek Podlewskiego (o czym wspominałam tutaj) okazała się strzałem w dziesiątkę. Czytelnicy obyci z gatunkiem wyłapują smaczki, osobnicy „zieloni w te klocki” mają ułatwione zadanie przy szukaniu kolejnych pozycji „w klimacie”.

16 kwi 2017

Fantastyka do kotleta.

Dwa lata temu na Kronikach pojawił się wpis o czytaniu męczących książek i o tym, dlaczego warto je czytać. Jednym z zdań, które się wtedy pojawiły, było „Czasem trzeba zaryzykować i sięgnąć po coś, co nie jest z naszej ulubionej półki, czego zawsze się baliśmy ugryźć i na co czujemy się zbyt mali.” I chociaż prawdą jest, że warto wychodzić poza swoją strefę komfortu, próbować czytać dzieła z łatką ambitne/problemowe/trudne, tak dzisiaj spojrzymy na to z zupełnie innej strony, chociaż nadal pozostaniemy w temacie wychodzenia poza strefę czytelniczego komfortu.

24 mar 2017

Skąd te braki, czyli czy Polki nie potrafią pisać SF?


Dzisiejszy wpis zaliczał się będzie do zdecydowanie krótszych od tego, co zwykle bywa publikowane na Kronikach. Będzie też próbą poukładania pewnych kwestii w MaRudnej głowie. Ponieważ nie wszystko jeszcze o fantastyce wiem, to i liczę na kilka wskazówek od osób starszych doświadczeniem. Czy też po prostu bardziej oczytanych.
Sprawa prezentuje się następująco: jakiś czas temu na fb pojawiła się ankieta dotycząca Polek piszących fantastykę.

16 mar 2017

Bardzo zły przykład, czyli o Ostatnim Dniu pary II


Ostatni dzień pary II to antologia, do której podchodziłam z dużym dystansem. Pierwsza edycja, opublikowana w roku 2013, nie powalała na kolana: rozrzut jakościowy był na tyle duży, że chociaż znalazłyby się w niej jakieś perełki, to jednak całość pozostawiła mnie raczej zawiedzioną i, być może, odrobinę smutną.
Nie od dzisiaj wiemy, że opowiadania jako takie nie cieszą się wielką miłością wśród młodego pokolenia fantastów. Owszem, jest grupa, która zdaje sobie sprawę z tego, że krótka forma jest solą fantastycznej ziemi, ale, dziwnym trafem, ciągle wielu czytelników opowiadań po prostu nie lubi. Rozpisałam się już kiedyś na temat powszechnych mitów dotyczących tej formy literackiej, zatem dzisiaj oszczędzę wam lania wody na ten konkretny temat (ewentualnie możecie sobie kliknąć i przeczytać, co tez kilka lat temu urodziło się w MaRudnej łepetynie KLIK!). Nie będę też znów rozwodzić się nad tym, jak wiele opowiadania dla mnie znaczą, bo to też już chyba większość Kronikowych czytaczy wie. Zamiast zatem przeciągać w nieskończoność, przejdę (hipotetycznie…) do sedna.

29 sty 2017

Tradycja rzecz ważna, czyli biblioteczka 2017

Przyszedł czas na coroczny festiwal próżności!
Co prawda wpis biblioteczkowy planowałam na początek lutego, ale porządek w księgozbiorze jakoś nigdy nie chce się zbyt długo utrzymać... Skorzystałam z okazji chwilowego opanowania chaosu, zrobiłam milion zdjęć, z których kilka wyszło prawie ostrych i oto przed wami moje skarby:

(jeszcze tak dla przypomnienia i zachowania pozorów porządku: bliblioteczki z lat 2012, 2013, 2014, 2015, 2016)

15 sty 2017

Olga i osty, czyli nie dajmy się oszukać.

Ten wpis ma w sobie coś z eksperymentu. Po pierwsze: to pierwsza od dawna recka, po drugie: to, co przeczytacie za chwilę jest zapisem mojej gawędy o „Oldze i ostach”. Nieco zredagowanej, ale zasadniczo: wiernej temu, co pewnego wieczora opowiedziałam/wygadałam/pomarudziłam. Stąd też jest nieco bardziej chaotycznie niż zwykle, może też nieco dłużej, ale tak było zamierzone. Oczywiście, jak zwykle po tak długiej przerwie w reckowaniu, proszę was o wszelkie krytyczne uwagi odnośnie przecinków, literówek i ogólnych głupot, które mogły się wkraść między literki. Życzę przyjemnej lektury :) ps. Doctorowe grafiki może i nie bardzo współgrają z treścią wpisu, ale co Doctor to Doctor :)


10 sty 2017

Podsumowanie 2016, czyli "mój różowy pamiętniczku"


To niesamowite, jak trudno zaczyna mi się ten wpis. Podsumowania mijającego roku nigdy nie należały do najłatwiejszych, a tegoroczne… jest chyba najtrudniejsze ze wszystkich. Bo rok 2016, zgodnie z przewidywaniami, był rokiem przełomowym i przerażającym. W sumie ten rok był najbardziej… burzliwym zarówno w historii istnienia Kronik Nomady, jak i w moim prywatnym życiu. Nim przejdę do konkretów pragnę was ostrzec: podsumowania zawsze są u mnie bardzo osobiste, a to konkretne będzie osobiste chyba jeszcze bardziej. Zarazem jest ono zamknięciem dość rozbudowanej prywaty uskutecznianej przeze mnie w sieci od kilku miesięcy: planuję od następnego wpisu wrócić do normalnego (o ile w moim przypadku można mówić o czymś normalnym) pisania o wszelakich odmianach życia fantastycznego. Zatem zapraszam do tekstu pod tytułem „mój różowy pamiętniczku”, za wszelkie szkody w psychice już teraz przepraszam, dalej czytacie tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...