Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carroll. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carroll. Pokaż wszystkie posty

27 maj 2018

Fantastyka dla opornych

fantastyka dla początkujących
Jakiś czas temu, na jednej z większych grup dyskusyjnych skupiających miłośników literatury rozgorzał spór, czy fantastykę można uznawać za wartościowy gatunek literacki. Temat stary jak świat i chociaż w żadnym z setek komentarzy nie pojawił się żaden odkrywczy argument, to pewien wątek okazał się na tyle intrygujący, że po części przyczynił się do powstania tego artykułu. Okazało się bowiem, że w dziewięciu przypadkach na dziesięć osoby negatywnie nastawione do fantastyki miały już z nią kiedyś styczność, jednak nietrafione wybory stworzyły przekonanie, że fantastyka nie może intelektualnie stymulować człowieka.

Zamiast jednak wieszać psy na popularnych „zmierzchopodobnych” tworach i nauczycielkach katujących dzieciaki Lemem, warto zastanowić się nad tym, jak takiego niesłusznie zrażonego do fantastyki czytelnika skutecznie do niej przekonać? O ile ma się do czynienia z młodzieżą, problemu praktycznie nie ma – często wystarczy podsunąć „Harry’ego Pottera” czy innego „Percy’ego Jacksona”, a pojawi się nadzieja na szybkie nawrócenie. Schody zaczynają się, gdy przychodzi udowodnić osobie dorosłej (i zazwyczaj niegłupiej), że nasz ukochany gatunek to nie tylko elfy, czarodzieje i strzelanki w kosmosie, a właśnie jedne z najbardziej poruszających opowieści o człowieku, tylko często kryjące się pod dziwacznymi tytułami.

15 lut 2015

I po co czytać męczące książki?



Słowem wstępu: chociaż grafika wskazuje na „Rozmowy nad książką”, to dzisiaj mam dla was jedynie mniej lub bardziej ciekawy monolog. Wpis, z którego pochodzi ta grafika znajdziecie TUTAJ.

(Źródło zdjęcia: KLIK)

Czytanie to fajna sprawa: pozwala na chwilę uciec od szarej codzienności, poprawić humor po złym dniu w pracy czy zapełnić nadmiar wolnego czasu. Kto czyta, ten nigdy nie narzeka na nudę, za to częściej chodzi niewyspany. Tym, co często sprzyja kłótniom między czytelnikami ( i blogerami książkowymi) jest natomiast coś tak ważnego jak wybór preferowanych lektur. Coś o tym wiem, sama z politowaniem patrzę na osóbki, które od lat zachwycają się tym samym paranormalnym/romansowym chłamem i nie usiłują nawet odrobinę rozszerzyć swoich horyzontów.

(Źródło zdjęcia:KLIK)

Kiedyś być może nie dziwiłoby mnie to zbytnio: przed erą blogów recenzenckich i powszechnego dostępu do Internetu lektury wybierałam raczej przypadkowo. Początkowo, jeszcze dziecięciem będąc, jedynym ograniczeniem był mój wiek: nie mogłam swobodnie wybierać książek z działu dla dorosłych (choć i tak będąc w trzeciej klasie czytałam pozycje umieszczone na regałach dla „starszaków”), a polecanki bibliotekarek nie zawsze przypadały mi do gustu. Wypracowałam więc sobie pewien system. Dość czasochłonny i nie zawsze skuteczny, ale zazwyczaj działał. Wyglądało to mniej więcej tak: wchodzi sobie Silaqui do biblioteki i znika między regałami. Powoli przegląda grzbiety książek, często je dotykając i szukając tego „czegoś”. Gdy jakiś tytuł wydaje się ciekawy zostaje wyciągnięty z półki, a Sil czyta pierwszą stronę. Nigdy więcej: nie było ważne, czy to akurat prolog, spis bohaterów czy kilka słów od autora/tłumacza/redaktora. Jeśli pierwsza strona okazuje się równie intrygująca co sam tytuł, Sil zabiera książkę do domu i szybciutko pogrąża się w lekturze. W ten sposób poznałam Przeminęło z wiatrem, Filary Ziemi czy, stanowiące pewien przełom w moim czytelniczym życiu, Kości Księżyca.

21 lis 2013

Kąpiąc lwa, Jonathan Carroll

Tytuł: Kąpiąc lwa
Autor: Jonathan Carroll
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 08.10.2013
Ilość stron: 320
Moja ocena: 4,5/6

Na nową powieść Jonathana Carrolla przyszło nam czekać wyjątkowo długo. Sześć lat to okres, w którym o przeciętnym autorze się zapomina, a z ulubionego czasem wyrasta. Żaden bowiem czytelnik nie siedzi cierpliwie pod kołdrą, odmawiając sobie innych lektur tylko po to, by latami czekać na kolejną dawkę literackiego narkotyku. Proza Carrolla należy do tych właśnie, które swoją specyfiką albo uzależniają, albo odrzucają potencjalnych odbiorców. Jego twórczość to świetny sposób na to, by oswoić z magią tych, którzy przyzwyczajeni są do ścisłego realizmu, a na wzmiankę o jakiejkolwiek fantastyce reagują natychmiastowym odłożeniem książki. Do tej pory Jonathanowi udawało się to idealnie (sama znam dwie osoby, które po delikatnym w fantastycznym sensie Carrollu sięgnęły po „prawdziwą” fantastykę), zatem autor postanowił spróbować czegoś nowego, bardziej dla niego nietypowego. Zmienił trochę proporcje między realizmem a magicznością, a efektem tych zmian jest Kąpiąc Lwa. Powieść pod wieloma względami nietuzinkowa i pobudzająca wyobraźnię.

4 sie 2012

Jonathan Carroll: Kobieta, która wyszła za chmurę.


Tytuł: Kobieta, która wyszła za chmurę
Autor: Jonathan Carroll
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 07. 05. 2012
Ilość stron: 184
Moja ocena: 4/6

Jonathana Carrolla znają chyba wszyscy pasjonaci realizmu magicznego: ten nietuzinkowy pisarz od lat czaruje nas swymi powieściami, tworząc rozbudowane i magiczne światy, w których nic nie jest takie, na jakie wygląda. Zazwyczaj kojarzymy Carrolla z jego pełnowymiarowymi powieściami, ma on jednak na koncie sporo opowiadań, do tej pory niczym nieustępujących dłuższym formom. W tym roku wydawnictwo Rebis wydało Kobietę, która wyszła za chmurę, najnowszy zbiór mniej lub bardziej magicznych historii zamkniętych w wręcz minimalistycznych opowiadaniach. Nie każdemu taka forma Jonathanowego pisarstwa będzie odpowiadała, nie sposób jednak odmówić jej pewnych walorów.

Jak to bywa w przeróżnych antologiach, tak i tutaj uświadczymy dzieła mniej lub bardziej ciekawe, jednak w przypadku Carrolla rzecz ma się nieco inaczej niż w klasycznych zbiorach opowiadań. Zazwyczaj, recenzując takie twory piszemy o przypowieściach lepszych lub gorszych warsztatowo, czasem opowiadanie wydaje się być jedynie rozdziałem wyrwanym z książki, bez konkretnego początku czy końca. Czasem autor siląc się na oryginalność lub poczucie humoru tworzy coś potwornego, co na szczęście ulatuje z naszej pamięci tuż po przeczytaniu. U Jonathana Carrolla takich tworów nie uświadczymy, a przyjemność z lektury zależna będzie bardziej od osobistych preferencji, pragnień i obaw. Mówiąc krótko: przy czytaniu Carrolla nie każdy zrozumie sens niektórych historii, gdyż do tego potrzebne jest pewne zaplecze emocjonalne i zgranie się z zamysłem autora.