Ktoś mógłby pomyśleć, że pisząc dzieła łatwe i przyjemne nie sposób obrazić czytelnika. I w sumie miałby rację, co jednak z czytelnikiem inteligentnym, wymagającym chociaż odrobiny przyzwoitości? Czytelnik takowy skazany zostaje na dwie drogi swojego życia w książkach: albo akceptuje zastaną rzeczywistość i pozwala się ogłupiać, albo porzuca tak zwaną popularną popową fantastykę i rozpoczyna poszukiwanie czegoś nowego, innego. Czegoś, co będzie mógł czytać bez zażenowania niskim poziomem wiary autora w swoich czytelników. Tylko nie jest to takie łatwe: nie sposób ciągle czytać dzieła ambitne i wywracające nasze szare komórki na druga stronę. Nie zawsze człowiek czuje się na siłach, by znajdować przyjemność w bieżącej analizie czytanego tekstu. Co zatem zrobić, by z jednej strony pozwolić sobie na kilka prostych emocji, bez jednoczesnego poczucia, że oto ktoś robi z nas idiotów udających zapalonych moli książkowych?



