19 lip 2012

Podróż sentymentalna na Arrakis. Diuna, Frank Herbert

Tytuł: Diuna
Autor: Frank Herbert
Cykl Wydawniczy: Kroniki Diuny t.1
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2007
Ilość stron: 672
Moja ocena: 6/6

Dzisiaj nie uświadczycie „regularnej” recenzji. Recenzowanie dzieł opatrzonych etykietą „klasyka” jest dość niewdzięcznym zadaniem: gdy książka znana jest i szanowana przez miliony czytelników, to trudno napisać cokolwiek nowego. Z drugiej strony jednak wielu ludzi ma uraz do wszelakiej klasyki (skutecznie zaszczepiony przez nasze kochane szkolnictwo), i czasem trzeba pokazać potencjalnemu czytelnikowi, że klasyczne nie oznacza nudne, a co więcej: może porwać lepiej, niż niejeden współczesny bestseller. Ale tym razem nie chodzi o problem ocenienia czy opisania klasyki. Diuna jest dla mnie czymś więcej niż tylko książką, historią i niesamowitą podróżą w głąb wyobraźni. To kamień milowy w moim czytelniczym życiu, i po wielu próbach porzuciłam plan napisania o dziele Franka Herberta klasycznej opinii. 

Pierwszą przygodę z Arrakis zaliczyłam dobre pięć lat temu, i szybko okazało się, że będzie to jedna z tych przypadkowych znajomości, które prędko przemieniają się dozgonną przyjaźń do grobowej deski. Wtedy, jako nieopierzony fantasta naiwnie wierzyłam, że literatura fantastyczna ogranicza się tylko do historii spod znaku elfa i smoka, sporadycznie przetykanych gościnnymi występami czarownic masy wszelakiej czy Lestatopodobnych wampirów. A tu niespodzianka: książka zapowiadająca się na przysłowiowe flaki z olejem, z akcją osadzoną na jakiejś durnej planecie i z wyraźnym wątkiem polityczno-ekologicznym, książka ta okazała się być pełna magii. Oczywiście nie mówimy tutaj o klasycznym „bęc go fireballem!”, ale o czymś głębszym, siedzącym głęboko w ludzkim umyśle, sercu, czy nawet strukturze DNA. Herbert pokazuje w Diunie jak wiele mógłby człowiek osiągnąć, gdyby tylko postarał się wykorzystał potencjał tkwiący w naszym mózgu, z którego możliwości jak nam wiadomo, korzystamy obecnie w nikłym stopniu.

W Diunie dużo jest o przeznaczeniu, o mniej lub bardziej sensownej walce z tym, co zostało zapisane nie tyle w gwiazdach, co w naszych genach. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to przeznaczenie jest osnową, wokół którego Herbert splótł wielowątkową i ponadczasową opowieść. Ekologia, miłość do planety, uczucie do wybranki serca, polityka: wszystko to niewiele by znaczyło lub nie wchodziło wcale w rachubę, gdyby nie cel, do którego to wszystko prowadzi. Diuna, mimo łatki SF, jest powieścią z wszech miar metafizyczną, i dla każdego inny aspekt, inny wątek może znaczyć coś ważnego. Najlepiej jednak nie skupiać się na szczegółach, a chłonąć powieść i całe Kroniki Diuny z bezbrzeżnym zdumieniem i niesłabnącym entuzjazmem: ja tak mam przy każdym powrocie na Arrakis, a wracałam tak już kilkakrotnie. I zapewniam, że wracać będę jeszcze wiele razy, takiej historii nie można odstawić na półkę.

Polecam Diunę każdemu, bez wyjątku. Jeśli nie próbowaliście swych sił w SF to nie znam lepszego początku przygody z fantastyką naukową. Kto wie, może podobnie jak Sil sprzed pięciu lat będziecie jeszcze długo po zakończonej lekturze odwiedzać w snach pustynną planetę Fremenów? Jeszcze raz: szczerze i z całego serca polecam!

31 komentarzy:

  1. Świetna nieklasyczna recenzja ;) Mam coraz większą ochotę na Diunę, skutecznie jednak odciąga mnie fakt, iż mam już za dużo porozpoczynanych cyklów by chwytać po kolejny. Niewątpliwie zabiorę się za "Diunę" jeszcze w te wakacje, ale na pierwszy ogień pójdzie chyba "Lód", którego w roku akademickim raczej nie dałbym rady zmęczyć ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prędzej nazwałabym to strzępkami myśli ujętymi w słowa, ale niech będzie ^^
      Może lepiej zacznij od Dukaja, w końcu "Diuna" to pierwszy tom, a wciąga, oj wciąga :D

      Usuń
  2. Tak tak i jeszcze raz tak :) kończąc pierwszy tom, miałam ochotę przeczytać go od nowa, co rzadko się zdarza :) urzekająca książka, a co najbardziej w niej lubię trudno powiedzieć, chyba wszystko. To taki idealny książkowy "partner" na całe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Ja do Kronik wracam średnio raz na dwa lata, i zawsze sprawiają mi frajdę :D

      Usuń
  3. Już od dawna mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama chyba się nie podejmę na razie recenzji Diuny, może kiedyś, jak przeczytam ją jeszcze raz. Ale Tobie udało się napisać nietypową, niebanalną recenzję i za to podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakładam, że brak czasu? :)
      Tym razem słowa pisały się same :D

      Usuń
  5. Czytałam, bardzo mi się podobała, ale mąż odradził mi dalsze części, mówić, że się tylko rozczaruje. Posłuchałam rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne części nie są takie złe, zwłaszcza gdy przeczyta się całość i połączy wydarzenia z pierwszego tomu z tymi z tomu ostatniego: i tutaj znów pojawia się przeznaczenie, świadomość faktu, że cokolwiek bohaterowie by nie robili, to i tak doprowadziłoby to do takiej a nie innej sytuacji.
      Ale oczywiście, nie każdy musi mieć takiego świra na punkcie kronik :D

      Usuń
  6. moja wychowawczyni w liceum pozwoliła nam zaproponować kilka książek, które będziemy omawiać. Ktoś rzucił pomysł, że może "Diuna" właśnie, a ona z przeogromną pewnością w głosie oświadczyła, że tej książki nie będziemy bezcześcić opracowaniami. I to był pierwszy raz gdy po nią sięgnęłam... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech.. jakże ja bym chciała taką polonistkę na swej drodze spotkać! :)
      Domyślam się, że pierwszy raz nie był ostatnim? ^^

      Usuń
  7. Długi czas "Diuna" należała do moich ulubionych książek, z czasem i z wiekiem nabrałem trochę dystansu :-) kolejne części to już niestety nie to, i trzeba przyznać ekranizacje też niespecjalnie przysłużyły się książce. Ja swoją znajomość z S-F zaczynałem od "Przenicowanego świata" A. i B. Strugackich - zapewniam, że też można :-), choć "Czarnoksiężnik z Archipelagu" Le Guin też mógby być :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekranizacje to totalne porażki, w poprzednim wpisie wspomniałam,że marzy mi się ekranizacja z prawdziwego zdarzenia.
      Co do kolejnych tomów Kronik Diuny, to, jak już wspomniałam w komentarzu powyżej: mnie oczarowały rozmachem i zamysłem na całą serię :)

      Usuń
  8. Chętnie się zapoznam:) Nie czytałam jeszcze nic z fantastyki naukowej, pora zacząć.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Co jakiś czas sprawdzam w bibliotece. Gdyby tylko egzemplarz się zwolnił, to wszelkie recenzyjne mogą pójść do kąta by sobie popłakać. Niestety, ale "Diuna" wciąż przede mną.

    Widziałam jedynie film Lyncha. Miałam jakieś 12(?) lat, film puszczono po 23:00. Wcześniej starszy braciszek przekonał mamę, że w tym filmie nie ma niczego takiego i tak zakochałam się w czerwiach. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej bibliotece "Diuna" też jest zawsze rozchwytywana :)

      Usuń
  10. Jeszcze jako małolata przeczytałam Diunę po raz pierwszy. Wychowałam się na Herbercie właśnie, na Tolkienie, Asimowie,Clarku:) Nadal co jakiś czas wracam do tych autorów i książek i nieodmiennie jestem zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wracam do ulubionych światów powieści :) Jest to zawsze przeżycie podobne do spotkania po latach z przyjacielem :D

      Usuń
    2. Niekóre czyatłam już po kilkanaście raz i to pewnie nie koniec. Dawniej rozsądnie wydawali ksiązk, w płóciennej oprawie i porządnie zszyte.Wiedzili co robią:)

      Usuń
    3. Dzisiaj też niektóre wydają w "niezniszczalnej" postaci, ale niestety kosztuje to odpowiednio drożej.Moim marzeniem jest skompletowanie całej serii "Diuny" w tym pięknym i solidnym wydaniu :) Jak na razie mam pierwszy tom, więc początek kolekcji już jest :D

      Usuń
  11. Świetna książka i pasująca do niej recenzja.
    Od tego się zaczęło, ale ja cenię cały sześcioksiąg i nie jestem w stanie wybrać tej najlepszej. Chociaż możliwe, że jest to własnie tom inaugurujący cykl. W każdym razie, moim zdaniem, błędem jest nie zagłębianie się w ten świat dalej i zatrzymanie się na pierwszym tomie.. To taka ogólna dygresja jakby co. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie cały cykl zyskuje przy ponownym czytaniu. I to chyba świadczy też o genialności Kronik: za każdym razem zauważamy coś innego :)

      Usuń
  12. Sprawiasz, że moja ochota na ponowne spotkanie z Herbertem wzrosła jeszcze bardziej. Przydałby się tylko bardziej sprzyjający czasowo okres, bo poprzednim razem czytałam ją miesiąc, a to był błąd.
    Z dalszych części znasz tylko te pisane przez Franka, czy może kontynuacje pisane przez syna też? Kusi mnie, żeby mieć wszystkie (ach, to cudne wydanie!), ale słyszałam, że ponoć nie są zbyt dobre...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dzieła syna jeszcze się nie brałam: gdy miałam do nich dostęp nie wiedziałam w jakiej kolejności czytać, teraz wiem ale nie chcę ^^ A przynajmniej nie będę szukać zanim nie odświeżę sobie Frankowych kronik :)

      Moja najnowsza przygoda z "Diuną" trwała jakąś dobę ^^

      Usuń
  13. Też tak słyszałem, ale mnie również kuszą pięknymi wydaniami ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. O kurcze :) Muszę jak najszybciej ją znaleźć. Wydaje się być naprawdę dobra, jak sama zresztą piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Koniecznie, koniecznie, koniecznie muszę to przeczytać!

    OdpowiedzUsuń

Szanuję krytykę, ale tylko popartą odpowiednimi przykładami. Jeśli chcesz trollować, to licz się z tym, że na tym blogu niekulturalnych zachowań tolerować nie będziemy, a komentarze obraźliwe będą kasowane :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...