Początkowo miał to być tylko status na Facebooku, ale ponieważ troszkę się rozrósł, a i na fb wszystko strasznie szybko znika, wrzucam temat na bloga. Od odrobiny chwalipięctwa jeszcze żadne Kroniki nie umarły, a że chwalę się kwestiami związanymi z fantastyką i moim o fantastyce MaRudzeniu, to tym bardziej chcę się podzielić radością.
Zacznę od tego, że Kroniki Nomady doczekały się tymczasowego logo. Do tej pory nazwie bloga towarzyszyła pewna zaczytana ruda w glanach (ta, którą jeszcze przez jakiś czas widzicie na bannerze). I jak uwielbiam tę grafikę ponad wszystko, tak nadeszła wiekopomna chwila, i okazało się, że bez logo ani rusz. Ponieważ moje zdolności w grafice komputerowej ograniczają się do sprawnego screenowania błędów z konsoli i, ewentualnie, nieudolnemu kadrowaniu zdjęć, o autorskim projekcie mogłam zapomnieć. Z drugiej strony na zlecenie tematu profesjonalnemu grafikowi jeszcze nie mogę sobie pozwolić, zaprzyjaźnionych jakoś nie mam serca o „przysługę” prosić (bo to w sumie takie troszkę bucowate by było, zwłaszcza gdy się wie na czym tak naprawdę polega ta praca) … to i temat tak sobie czekał i czekał, aż słowo stało się ciałem i trzeba było wysłać pewnej drukarni okładkę pewnej książki. I tak powstało takie o coś: