(Źródło: KLIK)
Często w internetach jakiś literacko nieuświadomiony osobnik rzuca pytanie o dobrą polską fantastykę. Pytanie to jest dość ryzykowne i, jak już zdążyłam zauważyć: zazwyczaj nie wnosi niczego nowego dla kogokolwiek siedzącego w temacie choćby chwilę (mierzoną czasem aktywnego pobytu w pewnej facebookowej grupie). Niemal za każdym razem „polecanki” na PF spotykają się z potężnym hejtem grupy fandomowych wyjadaczy, co chociaż z jednej strony zrozumiałe i zasadne, to w moim odczuciu niekoniecznie potrzebne, a i czasem odnoszące skutek przeciwny do zamierzonego.
Wszystko zależy od tego, kto o „dobrą polską fantastykę” pyta i w jaki sposób to robi. Jeśli o poradę prosi osoba deklarująca się jako ktoś, kto przygodę z fantastyką dopiero będzie zaczynał i chce spróbować rodaków, to wtedy jakoś nie oburzam się na wspominki o Ćwieku, Pilipiuku czy Ziemiańskim. Zwłaszcza, gdy hipotetyczny przyszły czytelnik jest osobnikiem młodocianym, w literaturze poszukuje rozrywki i nie ciągnie go do rzeczy bardziej ambitnych.















