6 lis 2017

Książki których nie znacie i powinniście tego żałować.


Tytuł dzisiejszego wpisu jest jednocześnie tematem jednego z paneli, który odbył się na tegorocznym Falkonie. Panel prowadzony był przez Magdalenę Stonawską, a wśród panelistów, prócz mnie, wypowiadali się: Jerzy Rzymowski, Kuba Nowak i Piotr Górski. Na początku dyskusji wspomnieliśmy o zasadności wszelakich zestawień typu „100 książek które musisz przeczytać”, o tym, czy sami takowe listy posiadamy i, co najważniejsze, czy rzetelnie odhaczamy na nich kolejne pozycje. Po tym krótkim wstępie zaczęliśmy kolejno wymieniać tytuły, które każdy szanujący się fantasta powinien przeczytać.
Zaznaczę od razu, że nie chodziło nam o książki, które w taki lub inny sposób zaliczają się do najważniejszych dzieł fantastyki. Bardziej zależało nam na przypomnieniu tych pozycji, które (zwłaszcza mniej doświadczonemu czytelnikowi) mogły w jakiś sposób umknąć. Czy to ze względu na wiek powieści, czy też na fakt, że nie była ona nigdy wznawiana… Tym sposobem powstała poniższa lista, którą z przyjemnością wam udostępniam. Bo w końcu dobrem trzeba się dzielić 😊

29 paź 2017

Polecanki dla świeżaków, vol. 1

Tego jeszcze w Kronikach nie było. Tekst specyficzny, bo i jego geneza jest wyjątkowa.
Otóż: kilka dni temu odezwał się do mnie mój kuzyn. Pierwszy raz w życiu. Starszy o dobrych kilka lat, niewątpliwie dobrze wykształcony i w cholerę inteligentny. Człowiek, z którym pewnie nie miałabym za bardzo o czym rozmawiać, bo wywodzi się z rodziny (mojej rodziny), która fantastykę uważa za coś gorszego. A przynajmniej przez lata takie sprawiali wrażenie.
Jakkolwiek by nie było: S. poprosił mnie o polecenie czegoś dobrego z gatunku. Po krótkim wywiadzie odnośnie oczekiwań dostałam wytyczne:
• Coś dostępnego legalnie w ebooku – bo jak się jest w rejsie to papierowe książki odpadają;
• Coś z ciekawą fabułą;
• Coś, przy czym czytelnik musi troszkę myśleć.

17 paź 2017

Bardzo trudne sprawozdanie z lektury, czyli Marcin Przybyłek na tapecie.

No i stało się. Po raz pierwszy od dawna mam spore wątpliwości czy jest sens pisać i publikować tekst o przeczytanej ostatnio książce. Może wydawać się to dość zabawne, bo w sumie, skoro i tak od czerwca nic nie publikowałam, to po jaką cholerę się zmuszać? No właśnie nie bardzo wiem po jaką (bo i tak mi za to nie zapłacą), ale coś mnie gniecie w miejscu, gdzie normalni ludzie mają serce. Nie jestem w stanie zmilczeć tego, jak bardzo zawiodłam się podczas czytania książki, która w domyśle miała być niczym innym jak czystą rozrywką. Krótko mówiąc – czas na sprawozdanie z lektury vol. 9 (chyba), czyli o drugiej odsłonie Orła Białego słów kilka.

10 paź 2017

Pushing Ice, czyli Kamil Muzyka gościnnie w Kronikach Nomady

Achtung! Achtung!

Jakiś czas temu znajoma zmora fandomu (zwana roboczo Kamilem Muzyką) wrzuciła na facebooka dość nietypowe zapytanie. Otóż Kamil poszukiwał miejsca, w którym mógłby publikować swoje teksty. I jak do tej pory broniłam się przed takim pomysłem, tak w przypadku tego... wyjątkowego ;) człowieka postanowiłam udostępnić łamy Kronik Nomady. Oto przed wami pierwszy tekst podesłany mi przez Kamila. Mam nadzieję, że współpraca ta będzie owocna i jednocześnie - zmotywuje mnie do powrotu do pisania. Opinia o Pushing Ice publikowana jest w takiej formie, w jakiej została mi przesłana, tylko w jednym miejscu pozwoliłam sobie na usunięcie drobnego powtórzenia. Kamil, wybacz :)

21 cze 2017

Czyżby w końcu udane współczesne postapo?


Nie przepadam za współczesnym postapo. Jakoś tak się ostatnimi czasy złożyło, że gatunek ten zyskał sporą popularność: postapo ludzie czytają, a co za tym idzie: postapo jest przez ludzi pisane. Oczywiście można by się nad tym tematem pochylić głębiej i zacząć zastanawiać się skąd taka a nie inna moda, ale zdecydowanie nie czas ku temu i miejsce. Poza tym, za takowe analizy lepiej brać się, mając odhaczone wszelkie dawne mody plus świadomość tego, jak współczesna sytuacja geopolityczna wpływa zarówno na autorów, jak i czytelników. Jakiekolwiek by nie były przyczyny mody na postapo, jedno jest pewne: wysyp powieści o świecie po końcu świata niekoniecznie oznaczać musi pojawienie się dobrego postapo. Pokusiłabym się nawet o twierdzenie, że obecnie o znośną jakościowo literaturę postapokaliptyczną jest chyba trudniej niż kiedykolwiek. A gdy jeszcze za temat zabierają się ludzie młodzi… wiecie, jak jest: dobrych debiutów powieściowych jest niewiele, zatem gdy mam do czynienia z lekturą podwójnie obciążoną ryzykiem porażki raczej decyduję się na powrót do klasyków.

8 cze 2017

Prawie sprawozdanie, czyli o "Bestii najgorszej" Michała Cetnarowskiego słów kilka.


Przy okazji opublikowania tekstu o trzecim tomie Głębi mój największy i najwierniejszy fan stwierdził, że pisząc o książkach ciągle narzekam. I to nawet nie tyle narzekam na kiepską literaturę (bo tej od dawna prawie zawsze udaje mi się unikać), co narzekam na całą otoczkę z związaną z pisaniem o fantastyce. Na to, jak czasem ciężko jest przeskoczyć z jednej mentalności w drugą, jak trudno zacząć na nowo widzieć drugie czy trzecie dno. Lub na to, jak nie bawić się w szukanie głębi, a po prostu dobrze się bawić. albo na to, że pisanie o jakiejś książce jest dla mnie wyzwaniem. Z powodów, które są różne w zależności od tego, jakież to dzieło przychodzi mi omawiać.
Początkowo miałam zamiar się oburzyć, bo przecież jakże to?!? Przecież już nawet nie pamiętam, kiedy na łamach Kronik Nomady pojawił się tekst o książce, która by mnie w jakiś szczególny sposób zawiodła. Czyli chwalę, tak? Owszem, zdarza mi się wskazać, co w chwalonej pozycji mi nie zagrało, ale cóż poradzić – już dawno nie trafiłam na dzieło absolutne. Im więcej czytam, tym mniej pozycji zachwyca mnie w sposób totalny.

2 cze 2017

Konwenty, patronat i tymczasowe logo, czyli wpis informacyjny.

Początkowo miał to być tylko status na Facebooku, ale ponieważ troszkę się rozrósł, a i na fb wszystko strasznie szybko znika, wrzucam temat na bloga. Od odrobiny chwalipięctwa jeszcze żadne Kroniki nie umarły, a że chwalę się kwestiami związanymi z fantastyką i moim o fantastyce MaRudzeniu, to tym bardziej chcę się podzielić radością.
Zacznę od tego, że Kroniki Nomady doczekały się tymczasowego logo. Do tej pory nazwie bloga towarzyszyła pewna zaczytana ruda w glanach (ta, którą jeszcze przez jakiś czas widzicie na bannerze). I jak uwielbiam tę grafikę ponad wszystko, tak nadeszła wiekopomna chwila, i okazało się, że bez logo ani rusz. Ponieważ moje zdolności w grafice komputerowej ograniczają się do sprawnego screenowania błędów z konsoli i, ewentualnie, nieudolnemu kadrowaniu zdjęć, o autorskim projekcie mogłam zapomnieć. Z drugiej strony na zlecenie tematu profesjonalnemu grafikowi jeszcze nie mogę sobie pozwolić, zaprzyjaźnionych jakoś nie mam serca o „przysługę” prosić (bo to w sumie takie troszkę bucowate by było, zwłaszcza gdy się wie na czym tak naprawdę polega ta praca) … to i temat tak sobie czekał i czekał, aż słowo stało się ciałem i trzeba było wysłać pewnej drukarni okładkę pewnej książki. I tak powstało takie o coś:

8 maj 2017

Gdzie jednak wyznaczyć granicę pomiędzy informacją martwą a żywą? - Marcin Podlewski, Głębia: Napór.


Przyszło nam żyć w ciekawych czasach: pomimo obecnego w środowisku przekonania, że „rasowa” SF odchodzi do lamusa, wypierana przez fantasy i wszelkiego rodzaju dziwactwa międzygatunkowe, od jakiegoś czasu daje się zaobserwować powrót do łask tego trudnego (podobno) gatunku. Nie powiedziałabym, że taki stan rzeczy mnie smuci. Co więcej: w chwili, gdy #tapaskudnafabrykasłów wydała pierwszy tom Głębi miałam cichą nadzieję na taki właśnie obrót spraw. Na to, że SF wróci pod strzechy i na nowo okaże się czymś, co czyta się z przyjemnością i na co się czeka. Swoista „klasyczność” książek Podlewskiego (o czym wspominałam tutaj) okazała się strzałem w dziesiątkę. Czytelnicy obyci z gatunkiem wyłapują smaczki, osobnicy „zieloni w te klocki” mają ułatwione zadanie przy szukaniu kolejnych pozycji „w klimacie”.

16 kwi 2017

Fantastyka do kotleta.

Dwa lata temu na Kronikach pojawił się wpis o czytaniu męczących książek i o tym, dlaczego warto je czytać. Jednym z zdań, które się wtedy pojawiły, było „Czasem trzeba zaryzykować i sięgnąć po coś, co nie jest z naszej ulubionej półki, czego zawsze się baliśmy ugryźć i na co czujemy się zbyt mali.” I chociaż prawdą jest, że warto wychodzić poza swoją strefę komfortu, próbować czytać dzieła z łatką ambitne/problemowe/trudne, tak dzisiaj spojrzymy na to z zupełnie innej strony, chociaż nadal pozostaniemy w temacie wychodzenia poza strefę czytelniczego komfortu.

24 mar 2017

Skąd te braki, czyli czy Polki nie potrafią pisać SF?


Dzisiejszy wpis zaliczał się będzie do zdecydowanie krótszych od tego, co zwykle bywa publikowane na Kronikach. Będzie też próbą poukładania pewnych kwestii w MaRudnej głowie. Ponieważ nie wszystko jeszcze o fantastyce wiem, to i liczę na kilka wskazówek od osób starszych doświadczeniem. Czy też po prostu bardziej oczytanych.
Sprawa prezentuje się następująco: jakiś czas temu na fb pojawiła się ankieta dotycząca Polek piszących fantastykę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...