8 maj 2017

Gdzie jednak wyznaczyć granicę pomiędzy informacją martwą a żywą? - Marcin Podlewski, Głębia: Napór.


Przyszło nam żyć w ciekawych czasach: pomimo obecnego w środowisku przekonania, że „rasowa” SF odchodzi do lamusa, wypierana przez fantasy i wszelkiego rodzaju dziwactwa międzygatunkowe, od jakiegoś czasu daje się zaobserwować powrót do łask tego trudnego (podobno) gatunku. Nie powiedziałabym, że taki stan rzeczy mnie smuci. Co więcej: w chwili, gdy #tapaskudnafabrykasłów wydała pierwszy tom Głębi miałam cichą nadzieję na taki właśnie obrót spraw. Na to, że SF wróci pod strzechy i na nowo okaże się czymś, co czyta się z przyjemnością i na co się czeka. Swoista „klasyczność” książek Podlewskiego (o czym wspominałam tutaj) okazała się strzałem w dziesiątkę. Czytelnicy obyci z gatunkiem wyłapują smaczki, osobnicy „zieloni w te klocki” mają ułatwione zadanie przy szukaniu kolejnych pozycji „w klimacie”.

16 kwi 2017

Fantastyka do kotleta.

Dwa lata temu na Kronikach pojawił się wpis o czytaniu męczących książek i o tym, dlaczego warto je czytać. Jednym z zdań, które się wtedy pojawiły, było „Czasem trzeba zaryzykować i sięgnąć po coś, co nie jest z naszej ulubionej półki, czego zawsze się baliśmy ugryźć i na co czujemy się zbyt mali.” I chociaż prawdą jest, że warto wychodzić poza swoją strefę komfortu, próbować czytać dzieła z łatką ambitne/problemowe/trudne, tak dzisiaj spojrzymy na to z zupełnie innej strony, chociaż nadal pozostaniemy w temacie wychodzenia poza strefę czytelniczego komfortu.

24 mar 2017

Skąd te braki, czyli czy Polki nie potrafią pisać SF?


Dzisiejszy wpis zaliczał się będzie do zdecydowanie krótszych od tego, co zwykle bywa publikowane na Kronikach. Będzie też próbą poukładania pewnych kwestii w MaRudnej głowie. Ponieważ nie wszystko jeszcze o fantastyce wiem, to i liczę na kilka wskazówek od osób starszych doświadczeniem. Czy też po prostu bardziej oczytanych.
Sprawa prezentuje się następująco: jakiś czas temu na fb pojawiła się ankieta dotycząca Polek piszących fantastykę.

16 mar 2017

Bardzo zły przykład, czyli o Ostatnim Dniu pary II


Ostatni dzień pary II to antologia, do której podchodziłam z dużym dystansem. Pierwsza edycja, opublikowana w roku 2013, nie powalała na kolana: rozrzut jakościowy był na tyle duży, że chociaż znalazłyby się w niej jakieś perełki, to jednak całość pozostawiła mnie raczej zawiedzioną i, być może, odrobinę smutną.
Nie od dzisiaj wiemy, że opowiadania jako takie nie cieszą się wielką miłością wśród młodego pokolenia fantastów. Owszem, jest grupa, która zdaje sobie sprawę z tego, że krótka forma jest solą fantastycznej ziemi, ale, dziwnym trafem, ciągle wielu czytelników opowiadań po prostu nie lubi. Rozpisałam się już kiedyś na temat powszechnych mitów dotyczących tej formy literackiej, zatem dzisiaj oszczędzę wam lania wody na ten konkretny temat (ewentualnie możecie sobie kliknąć i przeczytać, co tez kilka lat temu urodziło się w MaRudnej łepetynie KLIK!). Nie będę też znów rozwodzić się nad tym, jak wiele opowiadania dla mnie znaczą, bo to też już chyba większość Kronikowych czytaczy wie. Zamiast zatem przeciągać w nieskończoność, przejdę (hipotetycznie…) do sedna.

29 sty 2017

Tradycja rzecz ważna, czyli biblioteczka 2017

Przyszedł czas na coroczny festiwal próżności!
Co prawda wpis biblioteczkowy planowałam na początek lutego, ale porządek w księgozbiorze jakoś nigdy nie chce się zbyt długo utrzymać... Skorzystałam z okazji chwilowego opanowania chaosu, zrobiłam milion zdjęć, z których kilka wyszło prawie ostrych i oto przed wami moje skarby:

(jeszcze tak dla przypomnienia i zachowania pozorów porządku: bliblioteczki z lat 2012, 2013, 2014, 2015, 2016)

15 sty 2017

Olga i osty, czyli nie dajmy się oszukać.

Ten wpis ma w sobie coś z eksperymentu. Po pierwsze: to pierwsza od dawna recka, po drugie: to, co przeczytacie za chwilę jest zapisem mojej gawędy o „Oldze i ostach”. Nieco zredagowanej, ale zasadniczo: wiernej temu, co pewnego wieczora opowiedziałam/wygadałam/pomarudziłam. Stąd też jest nieco bardziej chaotycznie niż zwykle, może też nieco dłużej, ale tak było zamierzone. Oczywiście, jak zwykle po tak długiej przerwie w reckowaniu, proszę was o wszelkie krytyczne uwagi odnośnie przecinków, literówek i ogólnych głupot, które mogły się wkraść między literki. Życzę przyjemnej lektury :) ps. Doctorowe grafiki może i nie bardzo współgrają z treścią wpisu, ale co Doctor to Doctor :)


10 sty 2017

Podsumowanie 2016, czyli "mój różowy pamiętniczku"


To niesamowite, jak trudno zaczyna mi się ten wpis. Podsumowania mijającego roku nigdy nie należały do najłatwiejszych, a tegoroczne… jest chyba najtrudniejsze ze wszystkich. Bo rok 2016, zgodnie z przewidywaniami, był rokiem przełomowym i przerażającym. W sumie ten rok był najbardziej… burzliwym zarówno w historii istnienia Kronik Nomady, jak i w moim prywatnym życiu. Nim przejdę do konkretów pragnę was ostrzec: podsumowania zawsze są u mnie bardzo osobiste, a to konkretne będzie osobiste chyba jeszcze bardziej. Zarazem jest ono zamknięciem dość rozbudowanej prywaty uskutecznianej przeze mnie w sieci od kilku miesięcy: planuję od następnego wpisu wrócić do normalnego (o ile w moim przypadku można mówić o czymś normalnym) pisania o wszelakich odmianach życia fantastycznego. Zatem zapraszam do tekstu pod tytułem „mój różowy pamiętniczku”, za wszelkie szkody w psychice już teraz przepraszam, dalej czytacie tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność.

20 lis 2016

Wszyscy jesteśmy przestępcami


Ostatnio niewiele mam czasu na flejmy. Jeśli na takowy trafię, to obserwuję go raczej ze spokojem, tudzież z świadomością, że wdanie się w jakąkolwiek dłuższą dyskusję jest ponad moje siły. Nic zatem nie zwiastowało tego, że jedna z facebookowych dyskusji uruchomi we mnie takie poziomy wk…urzenia, że aż będę musiała wam trochę pomaRudzić.

31 paź 2016

50 odsłon Rammy, czyli sprawozdanie z lektury vol. 8


Są w literaturze fantastycznej światy, do których wraca się z przyjemnością, na których kolejne odsłony czeka się z utęsknieniem. Światy porażające rozmachem i malowniczością; dlatego wracamy na Diunę, odwiedzamy Majipoor, rzucamy okiem na zamieszanie w Ankh-Morpork, wędrujemy po Przestrzeni Objawienia i odkrywamy tajemnice Wypalonej Galaktyki. Są to uniwersa rozbudowane, zapełnione mnóstwem ras, bóstw i bytów technologicznych; często na tyle malownicze, że nie sposób po kolejnej lekturze nie zatęsknić za podróżą do któregoś z nich. Trafiają się jednak czasem światy, których w żadnym wypadku nie chcielibyście osobiście odwiedzić, ale w swej literackiej odsłonie posiadają tyle magnetyzmu, że prędzej czy później po prostu się do nich wraca. Takim tworem jest Ramma: jedno z najbardziej przerażających i intrygujących miejsc, jakie dane mi było odwiedzić podczas wędrówek po bezdrożach fantastyki.

9 paź 2016

Dobrze znać pisarza.


Początkowo miał to być wpis inspirowany dwoma tekstami, które przeczytałam niedawno w sieci. Pierwszy to dość zachowawczy tekst Qubusia, drugi to (zaginiony już w odmętach Internetu) pełen oburzenia głos dotyczący tego, jak bardzo nie można ufać polecankom naszych rodzimych autorów. Coś tam zaczęło dręczyć wykpiwane przez niektórych MaRudne serducho i zaczęłam pisać, ale oczywiście nim skończyłam pojawił się głos dyżurnego malkontenta, pirata i trolla internetowego, czyli niezastąpionego Lapsusa. I tak pierwotne plany wzięły w łeb, bo paskudny, (ale i w kilku kwestiach nadal ulubiony) Lapsus napisał niemal wszystko to, co chciałam sama napisać. Oczywiście w swoim niepowtarzalnym stylu, oczywiście nie ze wszystkim się zgadzam, ale dzisiaj chciałabym pochylić się nad kwestią przez Lapsusa zbagatelizowaną (a i Qubuś bardziej skupił się na wydawnictwach).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...