21 sie 2013

ŚBK: Nie tylko nowościami bloger żyje, czyli o ŚBKowych białych krukach

W poprzednim miesiącu nie miałam możliwości wziąć udziału w comiesięcznej akcji Śląskich Blogerów Książkowych, ale tym razem się udało :)


Jak tytuł posta wskazuje, dziś będzie o najstarszych książkach w naszych biblioteczkach. Żałuję, że nie mieszkam już z rodzicami: w ich liczącym około siedemset pozycji zbiorze na pewno znalazłoby się coś naprawdę starego.

20 sie 2013

30-day Book Chalenge, dzień 5

Książka która sprawia, że jesteś szczęśliwy.


Dzisiaj nie będzie żadnej konkretnej okładki, żadnej serii specjalnie wyróżnionej (choć o kilku wspomnę).

Dlaczego? Powód jest prosty: każda nowa książka w mojej biblioteczce jest dla mnie wielkim szczęściem i tak już chyba będzie zawsze.

Oczywiście, większą radochę czuję, gdy trafia do mniej kolejna pozycja z Uczty Wyobraźni, lub gdy uda mi się uzbierać na któryś tom Kroków w Nieznane, nowe pratchetty też cieszą, nadchodzącego Kosik pewnie powitam z uśmiechem od ucha do ucha, a Kroniki Diuny były zawsze pół godziny głaskane po wyciągnięciu z koperty... Jednak nie zmienia to podstawowego faktu: uwielbiam dostawać, kupować i wygrywać książki :)

Zatem, jeśli chcecie mnie uszczęśliwić, to wiecie, jest na tym blogu taka zakładka Lista Marzeń i tam są proste sposoby na oferowanie rudzielcowi odrobiny szczęścia ^^


A! Jeszcze jedno! Uszczęśliwia mnie sam fakt posiadania odpowiedniego, książkowego mebelka, o którym pisałam TUTAJ :))

18 sie 2013

30-day Book Chalenge, dzień 4

Ulubiona książka z ulubionej serii.

W poprzednim wpisie wymieniłam aż trzy serie, zetem i tym razem przedstawię więcej niż jeden tytuł.

1. Kroniki Diuny:

Tutaj wybór ulubieńca był łatwy i chyba nikogo nie dziwi:

Pierwszy tom wprowadza nas w całe uniwersum, ma świetnie zachowane proporcje między polityka, przygodą i elementami s-f. Jest to książka na tyle zgrabnie napisana, że z powodzeniem mogłaby być samodzielnym dziełem (czego o kolejnych częściach nie można powiedzieć).

14 sie 2013

30-day Book Chalenge, dzień 3

30-day Book Chalenge, dzień 3. Twoja ulubiona seria.

Przyjęłam, że chodzi o serię jednego autora (serii wydawniczych, które powodują mocniejsze bicie serca mam kilka).
Znów będzie więcej niż jeden typ. Wiąże się to z tym, jak bardzo mój gust czytelniczy się zmienia, a także z czymś bardziej prozaicznym i życiowym. Z czym? O tym wspomnę już za chwilkę.

Kolejność odwrotnie chronologiczna, czyli:

1. KRONIKI DIUNY
Jak wspomniałam ostatnio: "Diunę" uwielbiam, pierwszy tom pochłaniam błyskawicznie, pozostałe pięć nieodmiennie wprawiają mnie w zachwyt. 

2. SAGA O LUDZIACH LODU
Tak, tak, zaliczyłam ten pierwszy w mej historii romans paranormalny. I świetnie się bawiłam :) Swoją przygodę z SoLL zaczęłam dawno temu, przebrnęłam (z przyjemnością) przez całość dzięki żonie mojego ówczesnego szefa. Kobiecina pożyczała mi po 5 kolejnych tomów wszystkich trzech Sandemowych serii. Czytałam po pracy, gdzieś o szóstej rano i siłą zmuszałam się do sny. SoLL zmieniło wiele w moim życiu. Dzięki tej serii poznałam ISADORĘ, poczyniłam pewne kroki, które zaowocowały zamieszkaniem na Śląsku. No i co najważniejsze: SoLL pośrednio sprawiło, że zaczęłam recenzować (choć na blogu żadnej recenzji nie uświadczycie) :)

3. ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA.
I znów seria poznana dzięki kompletnie obcej osobie.Pierwszy tom, klasyczną ANIĘ przeczytałam oczywiście w ramach lektur szkolnych. Kolejne pożyczała mi zastępca dyrektora w moim gimnazjum. Tak po prostu: bo widziała rudzielca, co chce czytać :)

Jak widać, serie są totalnie od siebie różne, ale łączy je jedno: pochłonęły rudą Sil. potrafiły wzruszyć i zapadły głęboko w pamięć. Pozycja nr.3 była ucieczką od gimnazjalnego chaosu. Pozycja nr.2 pozwoliła na normalne przeżycie studenckich czasów. Pozycja nr.1 sprawiła, że zaakceptowałam, a później ukochałam science fiction.
 W tym rankingu powinien znaleźć się jeszcze Świat Dysku Pratchetta, ale choć serię uwielbiam, tak nie jest ona związana ze mną jak pierwsze trzy typy :)

13 sie 2013

30-day Book Challenge, dzień 2.

Książka, którą czytałam więcej niż 3 razy.

Tutaj wybór był prosty, i nie musiałam się nawet chwili zastanawiać. Pozycją, do której wracam z niekłamaną przyjemnością jest:


Książka, dzięki której na poważnie rozpoczęłam przygodę z science fiction. Pozycja wyjątkowa, wielowątkowa, nietuzinkowa... Przy każdym ponownym czytaniu odkrywam w niej coś nowego, lekturze towarzyszą silne emocje (co powinno dziwić: w końcu fabułę znam prawie na pamięć) i zawsze po skończeniu "Diuny" nawiedzam Arrakis w snach :)

12 sie 2013

30-day Book Challenge

Ostatnio kilka osób zamieszcza codziennie wpisy związane z 30-day Book Challenge, i choć zazwyczaj w takie rzeczy się nie bawię tym razem postanowiłam zrobić wyjątek od reguły. Czy uda mi się opisać wszystkie pozycje? Nie mam pojęcia, ale warto spróbować :)

10 sie 2013

Wurt, Jeff Noon


Tytuł:Wurt
Autor: Jeff Noon
Wydawnictwo:MAG
Data wydania: 14. 06. 2013 r.
Ilość stron: 360
Moja ocena: 5,5/6

Ludzie od zawsze próbowali wszelakich rozwiązań mających na celu ucieczkę z rzeczywistości w świat urojeń. Narkotyki przybierały już chyba każdą dającą się wyobrazić fizyczną formę: jedne się pije, jedne wstrzykuje, inne wdycha… Jeff Noon w swoim Wurcie wykorzystał ogrom swej wyobraźni, nośnikiem środka psychoaktywnego ustanawiając coś tak niewinnego, zwiewnego i delikatnego jak zwykłe piórko. Czy rzeczywiście jednak piórko może kojarzyć się jedynie pozytywnie? Pierwszy z brzegu przykład Ikara jest już potwierdzeniem tego, jak marzenie o locie może być niebezpieczne. Można by się tutaj pokusić o stwierdzenie, że wszystko to zostało sprytnie pomyślane i zdefiniowane przez autora już na samym początku powieści, że sam wybór takiego nośnika jest swoistym podsumowaniem: narkotyki to zło. Mimo to, Noon wciąga nas w świat Wurta, odpychając i zachęcając jednocześnie do eksploracji majaków głównego bohatera.

12 lip 2013

Moje pierwsze spotkanie z Śląskimi Blogerami Książkowymi



06.07.2013. Sobota. Dzień niby zwyczajny, poświęcany na sprzątanie, zakupy i pranie ( w dowolnej kolejności), swoiste przygotowanie do niedzieli, podczas której jedynie odkurzam, zmywam podłogi i słodko leniuchuję. Ale nie tym razem! Ta sobota była wyjątkowa, gdyż w końcu udało mi się stawić na spotkanie Śląskich Blogerów Książkowych. Dla większości osób była to już trzecia okazja do luźnych pogaduszek przy kawie, dla mnie niestety dopiero pierwsza. Piszę „niestety”, bo zwyczajnie żałuję swej nieobecności podczas dwóch pierwszych spotkań. Ale, jak to mawiają najstarsi górale, „lepiej późno niż później”, udało mi się zatrudnić swego osobistego szofera i dojechać do Gliwic. A tam, drodzy moi czytelnicy, działo się wiele.

2 lip 2013

Czerwcowe zdobycze, czyli malutki milutki stos :)

Jak maj mnie rozpieścił nowymi książkami, tak czerwiec zapowiadał się słabiutko: ani jednej pozycji do recenzji, zakupów książkowych też nie było. Już się bałam, że moja biedna biblioteczka nie zostanie w tym miesiącu nakarmiona i będzie mi się śnić po nocach, ale na szczęście udało się upolować ciekawą wymianę, a i moja druga dyżurna dobra dusza o mnie pamiętała :D

Koniec końców, książek przybyło do mnie aż pięć, spełniając tym samym kolejne książkowe marzenie.

30 cze 2013

Misjonarze z Dywanowa czyli Polski Szwejk na misji w Iraku cz. 1 - Pinky, czyli nowicjusz, Władysław Zdanowicz


Tytuł: Misjonarze z Dywanowa czyli Polski Szwejk na misji w Iraku cz. 1 - Pinky, czyli nowicjusz
Autor: Władysław Zdanowicz
Cykl Wydawniczy: Misjonarze z Dywanowa, t.1
Wydawnictwo: Księgarnia Zdanowicz
Data wydania: 2007
Ilość stron: 455
Moja ocena: 5/6

Ta recenzja to coś praktycznie niespotykanego w Kronikach Nomady, gdyż dotyczy książki, która nie wpisuje się w żadną z odmian fantastyki. Dlaczego więc sięgnęłam po coś, co z zasady mnie nie interesuje i nie bawi? Powód jest prosty: podczas surfowania po Internecie i szukania mało ważnych już dzisiaj informacji trafiłam na wzmiankę o Misjonarzach z Dywanowa. Niby nie powinno mnie to zaciekawić: o Szwejku wiem niewiele, o misjach polskich żołnierzy w Iraku czy Afganistanie jeszcze mniej. A jednak, jakaś lampka w głowie się zaświeciła, zachęcił mnie też entuzjazm czytelników i anegdoty związane z samą książką. Szczęśliwy traf sprawił, że miałam możliwość zapoznania się wpierw z fragmentem powieści, a później z całą pozycją w wersji elektronicznej. O dziwo(!), dałam się porwać tej historii i nawet kompletnie niesprzyjający frajdzie z lektury nośnik nie zakłócił odbioru opowieści o Leńczyku. A wierzcie mi, czytanie e-booków na ekranie telefonu bywa nie lada wyzwaniem. Mimo zupełnie innego gatunku, mimo koszmarnie małego ekranu mojego telefonu: zostałam zaczarowana przez Władysława Zdanowicza.